czwartek, 29 stycznia 2015

No to kupiłam!

Borze w ostatnim poście na swoim blogu zachęca seksistowsko: Kup pan żywicę!
No to kupiłam, w ramach walki o prawa kobiet do kupowania żywic:> Co prawda nie oferowaną przez Justynę głowę, a całą lalkę, tym razem SD.
Styczeń nie jest najlepszym momentem na zakupy, bo portfel i konto świecą pustką po mikołajowo-gwiazdkowym szaleństwie, więc przez chwilę dręczyły mnie wyrzuty sumienia z powodu grzechu rozrzutności, ale utłukłam je jak natrętne muchy przy pomocy niezbitych argumentów:
- jeśli pozbędę się ostatniego kawałka wolnego miejsca na półce, to nie będę kupować więcej BJD (khm, khm...)
- zasłużyłam na nagrodę za weekendy spędzone na wawelskim kursie i dwa zdane egzaminy (oraz - awansem - za kolejne pięć).
-  należy mi się coś na pocieszenie za to, że nie zdołałam dotrzeć na lalkowe spotkanie z Justyną, Kasią i Piotrkiem (powód - patrz wyżej).
Tożsamość żywicy pozostanie na razie tajemnicą - ciekawskich odsyłam do definicji retardacji:>
Maleńka podpowiedź:




BTW, głowę, o której pisze Borze, znam osobiście i gorąco polecam - sama pewnie bym się skusiła, gdyby nie to, że już posiadam łeb z tym moldem, tylko w mniejszym rozmiarze.




niedziela, 21 grudnia 2014

Strefa tajemnic, czyli co robią lalki, kiedy śpisz...

Nie wierzę, że nigdy nie zastanawialiście się nad tym choć przez chwilę. 
Zwłaszcza jeśli zdarzyło wam się spać z głową pod kołdrą po którymś z filmów o upiornej Laleczce Chucky, ciarki wędrowały wam po plecach na seansie "Martwej ciszy" albo przeczytaliście ze zgrozą, że w Muzeum Okultyzmu pary demonologów, Eda i Lorraine Warrenów, można obejrzeć pierwowzór Annabelle - dla bezpieczeństwa zamknięty w gablocie z napisem Warning, positively do not open...

Źródło: http://www.portalnet.cl/comunidad/#misterios-y-ciencias-ocultas

Postawmy sprawę jasno - choć wychowałam się na mrocznych baśniach braci Grimm i podglądanych przez dziurkę od klucza horrorach, w zbrodnicze skłonności ani nikczemne knowania moich lalek nie wierzę. Za to wciąż mam na półce "Wielką encyklopedię skrzatów" i zdarza mi się wypatrywać w leśnym runie spiczastej czapeczki małoludka. Sympatycznego małoludka, a nie złowrogiego Rumpelstilzchena...


Pewnie dlatego nie zdziwiłam się, słysząc ostatniej nocy ciche stąpanie, zupełnie niepodobne do odgłosu drobnych kroków naszego gładkowłosego pasibrzucha, zmierzającego do całodobowej miski przekąskowej. Właściciela małych nóżek nie interesowały psie chrupki, tylko mój ekskluzywny wózek  na zakupy ("kreatywny styl i design, ergonomiczna rączka, kieszeń termiczna, lekki aluminiowy stelaż" - a co, stać mnie!) zaparkowany w kuchni.



Z właściwą sobie bystrością umysłu zorientowałam się, że konspiratorów jest dwóch.


Przyznam, że poważnie się zaniepokoiłam, kiedy podążyli ku drzwiom, z trudem ciągnąc za sobą wielkogabarytowy pojazd - wózek wózkiem, ale pieniądze na lalki nie spadają z nieba (podobnie jak tegoroczny śnieg).
Jednak ciekawość zwyciężyła - postanowiłam nie przerywać tajemniczej nocnej akcji i cierpliwie zaczekać na powrót dollzoniaków. Cierpliwość moja została wynagrodzona w sposób zgoła nieoczekiwany.


Teraz już wiem, skąd się biorą prezenty pod choinką!
I tym optymistycznym akcentem kończę, życząc wam cudownych świąt Bożego Narodzenia:)


























PS Białą czapę i szalik Igora wydziergała Moniksza Alsine.