Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meet lalkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meet lalkowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2016

Bosch i Bruegel w McDonald's

Mistrzu, wytnij ten kamień raz
nazywam się Lubbert Das.

Hieronim Bosch Leczenie głupoty

Stary Zgred oczywiście dopiął swego - w niedzielny poranek, kiedy bezdomni na krakowskich Plantach dopiero przecierali oczy ze snu, potulnie jak baranek stawiłam się na spotkaniu lalkowych oszołomów w lochach McDonald'sa nieopodal Bramy Floriańskiej. Razem ze mną stawiło się 4 kilo żywicy.
Ponieważ nie dane mi było zaspokoić dobowego zapotrzebowania na sen, tym razem nie podejmę się relacjonowania wydarzeń i ograniczę się do zamieszczenia ikonografii. 
Powiem tylko, że pozostałym uczestniczkom fantazja dopisywała, więc aranżowały sceny godne pędzla Boscha i Bruegla razem wziętych... 

Za kulisami, czyli przygotowania do entrée. Jednych zżera trema, inni zachowują spokój i profesjonalizm. Ludwig Maximilian tradycyjnie nieobecny duchem.







Zaczynamy pod czujnym nadzorem wszechwidzącego oka Wielkiego Brata.


Scena zbiorowa na ściance zdaje się być niewinna... Do czasu.


Nieśmiało kiełkują namiętności.






Ale powietrze gęstnieje od testosteronu.



 Do głosu dochodzi zwierzęca męska brutalność...








... i wyrafinowany koedukacyjny sadyzm.




Tłum ogarnia niepohamowana euforia...



I wszyscy odlatujemy!


PS Zawsze mnie intrygował lejek na głowie medyka z obrazu Boscha. Teraz intryguje mnie również wiaderko na głowie Ludwiga Maximiliana. Jakieś pomysły interpretacyjne?

poniedziałek, 15 lipca 2013

Jak zostać heretykiem, czyli spotkanie w Krakowie

Przestrzegam was - najpewniejszy sposób na wykluczenie ze szlachetnego bractwa kolekcjonerów to uczestnictwo w obrzędach sekciarskiego odłamu owego bractwa, odbywających się regularnie w stolicy Małopolski!
Z narażeniem życia i zdrowia psychicznego udało mi się wkraść w łaski odszczepieńców i po raz wtóry wziąć udział w ich spotkaniu - rzecz jasna, tylko i wyłącznie po to, by dać świadectwo prawdzie.
Do tej pory mam przed oczyma nieszczęsne lalki, traktowane bez należnej im atencji - pozbawione pudełek, bez stojaków, przemieszane w iście komuszym nieładzie nie uwzględniającym różnicy płci, wieku ani pozycji w hierarchii społecznej.

Nadużycie halucynogennej mikstury (cafaeum expresse sapidum) doprowadziło do przekroczenia granic przyzwoitości, przy czym odbywało się to na oczach (ba, nawet z udziałem) niewinnych dziatek!





Kulminacyjnym punktem spotkania było profanowanie świętości, jaką dla każdego kolekcjonera lalek była, jest i zawsze winna być BJD. Język odmawia mi posłuszeństwa, więc pozwólcie, że zamiast mnie przemówią fotografie...

Uwaga, drastyczne zdjęcia!

 


Na widok takiego zgorszenia nie zdzierżyli nawet postronni świadkowie, którzy z lękiem pytali: Czy państwo są może z teatru? Ze wstydu cisnęła mi się na usta wykrętna odpowiedź: Nie, z domu wariatów, jednak nim zdążyłam otworzyć usta, profani zaprzeczyli, z pychą nazywając siebie kolekcjonerami, a swe haniebne wyczyny - przejawami kolekcjonerskiej pasji.
Ku mej wielkiej uciesze, tym bluźnierstwem ściągnęli na siebie klątwę - jeszcze tego samego dnia duchowy przywódca sekty, niejaki Dollby, o mały włos nie zginął pod kołami roweru, a pozostałym (Mobe, Ania, Grażyna, Kate i Borze) przez cały czas następowały na pięty meleksy i dorożki. Rzeczony Dollby doznał ponadto despektu w barze, gdzie z premedytacją zamieniono mu kebab na tańszy i gorszy. I dobrze mu tak!

PS: Słaba jakości zdjęć jest spowodowana faktem, że robiłam je z ukrycia, odwracając jednocześnie z obrzydzeniem wzrok od gorszących scen.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Niedzielny meet w Krakowie

Chcecie wiedzieć, jak się NIE fotografuje lalek? Popatrzcie na zdjęcia poniżej.
(Żartowałam. Tak naprawdę to wysublimowany twórczy nieład - przecież każdy wie, że symetria jest wrogiem artysty.)





















































Sprawcami tego bałaganu byliśmy my: Kate, borze, Grażka, Dollby, VMarcin i niżej podpisana. No i oczywiście lalki płci obojga.

Tak wyglądało nasze lalkowanie w czeluściach Castor Coffe Clubu, reklamowanych jako "przestrzeń wykreowana dla osób, które potrafią docenić wysmakowane, nieco ascetyczne wnętrze" (Doceniliśmy szczególnie towarzystwo wypchanego brokułu i marchwi w kraciastych majtkach, oraz kondycję kelnera, pokonującego spiralne schodki z chyżością łani.) Rozmowa toczyła się potoczyście - jako współuzależnieni dzieliliśmy się doświadczeniami, rozważaliśmy blaski i cienie życia kolekcjonera. A lalki zostały dokładnie obejrzane, obmacane i powyginane na wszystkie strony. Największą furorę zrobił żywiczny arystokrata, dumny i blady Cyryl, którego z samozaparciem przydźwigała borze. (Tak na marginesie wig Jego Wysokości Cyryla jest dokładnym odzwierciedleniem moich wyobrażeń o czuprynie Schuldiga z Weiß Kreuz - CHCĘ TAKI!)

Niestety, obowiązek wzywał (mój wielorasowiec przebierał w domu łapami, czekając na wyprowadzenie), więc musiałam pożegnać towarzystwo. Co się działo dalej, wiem tylko z relacji na blogach pozostałych uczestników. I lepiej opuśćmy na to kurtynę milczenia...