Piątek, dwudziesta trzecia trzydzieści.
Nowo przybyłe żywiczne chłopisko drzemie na półce, okryte polarowym kocykiem, coby nie zmarzło bez odzienia. (Tak, dobrze widzicie... Moja empatia w stosunku do lalek właśnie niebezpiecznie zbliżyła się punktu krytycznego.)
A ja, zamiast pochłaniać pod kołderką świeżutki kryminał, od dwóch godzin szyję dla lalczura gacie.
Cóż, "Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw? - Trzeba tylko umieć je popełniać! A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień."
Nowo przybyłe żywiczne chłopisko drzemie na półce, okryte polarowym kocykiem, coby nie zmarzło bez odzienia. (Tak, dobrze widzicie... Moja empatia w stosunku do lalek właśnie niebezpiecznie zbliżyła się punktu krytycznego.)
A ja, zamiast pochłaniać pod kołderką świeżutki kryminał, od dwóch godzin szyję dla lalczura gacie.
Cóż, "Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw? - Trzeba tylko umieć je popełniać! A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień."