czwartek, 17 września 2015

Okołolalkowo...

Wakacyjne podróże upewniły mnie w przekonaniu, że miłośnik lalek spoglada na świat z nieco innej perspektywy - w każdym miejscu wypatrzy coś okołolalkowego, w tym wszelkie ludziopodobne stwory...

Zaczniemy od aktualnej witryny Spielzeug Welten Museum Basel (muzeum zabawek).
Wśród zdobiących je przedmiotów można znaleźć zarówno eksponaty, jak i  rzeczy dostępne w muzealnym sklepiku. (No, zważywszy na pułap cenowy, tę dostępność ujęłabym w cudzysłów;) Zawartość witryn zmienia się sześć razy do roku, więc żadna wizyta w Bazylei nie obejdzie się bez odwiedzenia tego miejsca. 
Tym razem trafiłam na tętniące życiem miniaturowe miasteczko, zamieszkane przez lalki i pluszaki.








Pozostajemy w Bazylei - Museum der Kulturen i obiekty z ekspozycji pt. Expeditions - The world in a suitcase (tytułowe wyprawy obejmowały Sri Lankę, Nowe Hebrydy, Indonezję, Timor Wschodni i północny Kamerun). Zachęcam - szczególnie Zgreda - do przyjrzenia się szczegółom anatomicznym;)






A teraz romans na dwie marionetki na jednej z ulic francuskiego miasteczka Annecy:



Na zakończenie radykalnie zmieniamy klimat: oto Pięć wdów pogrążonych w głębokiej żałobie i od stóp do głów spowitych w czerń. Postacie, wysokości ok. 120 cm, zostały wykonane z jedwabiu i bawełny. Wypełniono je kapokiem, czyli  puchem z włókien nasiennych, niegdyś używanym do wypełniania kamizelek ratunkowych. 
To praca Szwajcarki Evy Aeppli, prezentowana obecnie w bazylejskim Museum Tinguely. Jean Tinguely, awangardowy szwajcarski malarz i rzeźbiarz, był - przez pewien czas - jej drugim mężem.  
(Co ciekawe, dzieło Evy trafiło do muzeum jako darowizna Niki de Saint Phalle, kolejnej żony artysty.)
Wdowy przez całe lata siedziały w sypialni Jeana obok bolidu Lotus 25/33 R6, który Tinguely kupił od przyjaciela, Josepha „Jo” Sifferta, kierowcy Formuły 1. Osobliwa instalacja powstała w 1972 r., rok po śmiertelnym wypadku Sifferta na torze (kierowca zatruł się tlenkiem węgla w płonącym samochodzie). 


Tym optymistycznym akcentem żegnam się z wami - spokojnej nocy!

wtorek, 2 czerwca 2015

Abandoned attic

Pisałam już, że uwielbiam powieści kryminalne? Nie? To jeszcze uściślę, że moja ulubiona półka w bibliotece powinna być opatrzona napisem psychopaci & seryjni mordercy. I najlepiej, żeby zajmowały ją płody chorych umysłów Skandynawów.
Z tego typu literaturą bardzo dobrze komponuje się inny rodzaj rozrywki - gry typu escape tudzież point and click. Oczywiście pod warunkiem sine qua non, że akcja toczy się w miejscach mrocznych, odludnych i przejmujących grozą (mile widzianym uzupełnieniem są skrzypiące podłogi, przeciągi zatrzaskujące drzwi i gaszące świece, nie mówiąc już o plamach zakrzepłej krwi czy przemykających na skraju pola widzenia zjawach). Jeśli ktoś nie wie, o czym mowa, może odszukać w sieci kultowy cykl Exmortis i spędzić trochę czasu w takich oto sympatycznych wnętrzach:



Zainteresowanym wersją light polecam stale uzupełnianą serię gier twórcy ukrywającego się pod nickiem Self Defiant  (np. Awoken, Bloody Nightmare, Abandoned, wariacje na temat Asylum), a także świetny cykl Daymare Town autorstwa naszego rodaka, Mateusza Skutnika.



A teraz, kiedy odsłoniłam już przed wami mroczną stronę mojej osobowości, mogę przejść do sedna, czyli do najświeższej sesji zdjęciowej Lothara.
Ponieważ pogoda uparcie nie sprzyjała fotografiom plenerowym, postanowiliśmy eksplorować strych naszej kamienicy, na co dzień tłumnie odwiedzany głównie przez pająki...









Mój model cierpliwie znosił kurz i pajęczyny, ale po bliskim spotkaniu ze szczurzym truchłem zażądał godziwych warunków pracy, więc przenieśliśmy się do niedawno wyremontowanej suszarni.






Na niziny zstąpiliśmy brudni jak górnik po szychcie, a mały narcyz nie omieszkał zaprezentować  śmiertelnego zmęczenia i focha w pełnej krasie.