Wczoraj przyjechały buciki. Nieopatrznie włożyłam je na nogi Lotharowi, który zmierzył mnie najbardziej paskudnym ze swoich wrednych spojrzeń, dając do zrozumienia, że nie zamierza się z nimi rozstawać. Przekaz dotarł. Na szczęście Jego Wysokość raczył oddać mi do dyspozycji swoje stare obuwie, więc przybyszowi nie grozi bosonogość. Przy czym w przypadku lalek pojęcie "znoszone buty" nie ma racji bytu.
Wczoraj odwiedziłam zaprzyjaźnioną pasmanterię i wyszłam bogatsza o kilka rodzajów koronki, w tym czarne bawełniane cudo do złudzenia przypominające pajęczynę. ("Zaprzyjaźniona" oznacza w tym przypadku miejsce, w którym sprzedawca przyjaźnie odnosi się do zbzikowanego klienta, tj. ze stoicką miną udaje, że ma do czynienia z człowiekiem normalnym.)
Dziś z entuzjazmem zabrałam się do szycia, żeby nowy lalek nie musiał po opuszczeniu pudła błyskać gołym zadkiem ani przyrodzeniem. Entuzjazm był tym większy, że wcześniej byłam na dobrosąsiedzkich posiadach nalewkami płynących. W efekcie powstały... hmm... pantalony. Tak jakby. Takie trochę w klimacie flamenco i paso doble. Na wszelki wypadek nic już dziś nie szyję...
Dobranoc;)
Wczoraj odwiedziłam zaprzyjaźnioną pasmanterię i wyszłam bogatsza o kilka rodzajów koronki, w tym czarne bawełniane cudo do złudzenia przypominające pajęczynę. ("Zaprzyjaźniona" oznacza w tym przypadku miejsce, w którym sprzedawca przyjaźnie odnosi się do zbzikowanego klienta, tj. ze stoicką miną udaje, że ma do czynienia z człowiekiem normalnym.)
Dziś z entuzjazmem zabrałam się do szycia, żeby nowy lalek nie musiał po opuszczeniu pudła błyskać gołym zadkiem ani przyrodzeniem. Entuzjazm był tym większy, że wcześniej byłam na dobrosąsiedzkich posiadach nalewkami płynących. W efekcie powstały... hmm... pantalony. Tak jakby. Takie trochę w klimacie flamenco i paso doble. Na wszelki wypadek nic już dziś nie szyję...
Dobranoc;)



